Relacja z Garbatki

„Dzień 31 maja zapowiadał się słonecznie. Przybyłem na miejsce zbiórki o 6.40 i przekąszając drożdżówkę z budyniem czekałem na resztę uczestników. Wszyscy zjawili się przed planowaną godziną odjazdu i o 7.15 mogliśmy wsiąść do busa (co, patrząc na jego rozmiar i liczbę uczestników, na pierwszy rzut oka wydawało się niemożliwe) i wyruszyć w podróż celem odkrywania naszej artystycznej strony.

Podróż minęła szybko i około 9.00 zameldowaliśmy się na miejscu w Garbatce. Po zakwaterowaniu w miejscowym internacie zjedliśmy pożywne śniadanie i pełni energii rzuciliśmy się w wir zajęć. Zanim to jednak nastąpiło, podzieliliśmy się z panią Magdą i panią Kasią klasyczną metodą losowania karteczek. Moja grupa udała się na zajęcia snycerskie, grupa pani Kasi robiła budki dla ptaków, a grupa pani Magdy pojechała do Czarnolasu na plener fotograficzny.

Potem nastąpił okres intensywnej pracy twórczej z wykorzystaniem różnych fascynujących, choć niebezpiecznych (na szczęście tylko przy niewłaściwym użytkowaniu) narzędzi. W ruch poszły piły, wyrzynarki, szlifierki, wkrętaki, wiertarki, dłuta i do godziny trzynastej powstały arcydzieła sztuki snycerskiej w postaci desek o kształcie gruszki (z ozdobnym listkiem) i luksusowe budki dla ptaków stylizowane na kamienice. W tym czasie grupa pani Magdy zwiedzała muzeum i park w Czarnolesie, uczestniczyła w zajęciach fotograficznych i robiła zdjęcia (a także padła ofiarą niespodziewanego ataku zwierzęcia hodowlanego, na szczęście obyło się bez strat). Po obiedzie nastąpiła rotacja i każda grupa realizowała się w innych zajęciach.

Wieczorem, po kolacji, udaliśmy się na długi nocny spacer po Garbatce. Naszym przewodnikiem była pani Kasia, więc – mimo że trasa była niełatwa, a noc ciemna – bez przygód dotarliśmy do internatu, gdzie z poczuciem dobrze spędzonego dnia udaliśmy się spać (to oczywiście piękna teoria, bo w praktyce z tym spaniem to było troszkę inaczej, ale tylko troszkę).

Czwartek, 1 czerwca, przywitał nas chmurami, ale humory dopisywały i udaliśmy się na ostatnią rundę zajęć. Znów powstały efektowne budki i deski, a także pokaźne ilości fantastycznych zdjęć. Wróciliśmy na obiad, a po nim, zabierając efekty naszych działań twórczych, z budką pod pachą i deską w plecaku udaliśmy się w podróż powrotną do Mysiadła.

Wyjazd był ze wszechmiar udany. Świetna organizacja, rewelacyjni opiekunowie grup i bardzo zdolna młodzież spowodowały, że już przy wysiadaniu z busa w głowie kołatała mi myśl, żeby tam jeszcze wrócić”.

%d blogerów lubi to: