Szkoła w Mysiadle

Dla zapobiegliwych…

Wakacje dopiero się zaczęły i na pewno nikt nie myśli o lekcjach, ale zostawiamy tutaj listę rzeczy, które wszystkim bardzo się przydadzą w nowym roku szkolnym. Tak na wszelki wypadek, żeby się nie zapodziała:)

  • Jęz. polski
    Klasa IV, V, VII – p. Ula Szczegłow
    2 zeszyty 60-kartkowe w jedną linię (jeden będzie przeznaczony na wypracowania), teczka z gumką na karty pracy, klej, nożyczki
    Klasy VI i VIII – p. Ewa Wodecka
    Zeszyt w 1 linię A4, jak najgrubszy w twardej oprawie (zeszłoroczny), zeszłoroczny zeszyt do wypracowań, teczka z gumką oraz nożyczki, klej, kredki, zakreślacze, kolorowe flamastry
  • Jęz. angielski – zeszyt A4 w kratkę lub jedną linię (może być z zeszłego roku), skoroszyt na dodatkowe materiały dziurkowane, piórnik, a w nim: długopis, ołówek, gumka, nożyczki, klej i kolorowe cienkopisy
  • History in English – zeszyt w kratkę 60 kartek
  • Historia – zeszyt w kratkę 60 kartek oraz piórnik dobrze wyposażony
  • Przyroda – zeszyt w kratkę min. 32 kartki + teczka z gumką, dobrze wyposażony piórnik
  • Biologia – zeszyt w kratkę min. 32 kartki + teczka z gumką, dobrze wyposażony piórnik
  • Geografia – zeszyt w kratkę min. 32 kartki oraz dobrze wyposażony piórnik
  • Fizyka i chemia – zeszyt w kratkę min. 32 kartki oraz dobrze wyposażony piórnik
  • Matematyka – zeszyt w kratkę 60 kartek, linijka, ekierka, kątomierz, cyrkiel, ołówek, gumka
    Klasa IV dodatkowo – zeszyt gładki do geometrii (60 kartek)
    Klasa VI, VII, VIII dodatkowo – kalkulator
  • Plastyka i technika – fartuszek (najlepiej z rękawami), farby w tubkach lub kubeczkach oraz farby akwarelowe w krążkach, pędzle ze sztywnego włosia (gruby i cienki) oraz z miękkiego włosia (gruby i cienki), paleta lub tacka plastikowa, kubek na wodę, kredki bambino lub tłuste pastele, miękki ołówek, klej w sztyfcie, papier biały i kolorowy, nożyczki oraz pudełko na materiały plastyczne (może być solidne po butach)
  • Informatyka – pendrive jako zeszyt elektroniczny (w klasie VII i VIII może być opcjonalnie dokument w „chmurze”)
  • Religia – zeszyt w kratkę 32 kartki, dobrze wyposażony piórnik
  • Etyka – zeszyt w kratkę 60 kartek
  • Muzyka – zeszyt w pięciolinię, dobrze wyposażony piórnik
  • WF – zwykły strój do ćwiczeń oraz buty z białą kauczukową podeszwą, która nie brudzi
  • Basen – jednoczęściowy kostium kąpielowy, czepek, klapki

UWAGA:

Dodatkowo należy zakupić skoroszyt na materiały dziurkowane, w których będą przechowywane: Regulamin Oceny Zachowania, arkusze samooceny zachowania oraz zasady oceniania na informatyce, plastyce, technice i wf-ie.

Małe królewny i mali królowie

W środę 12 czerwca zerówkowicze i pierwszaki wyruszyli do Muzeum POLIN na wystawę „W Polsce Króla Maciusia” poświęconą ważnym sprawom dotyczącym każdego z nas. Razem z dziesięcioletnim królem próbowali znaleźć odpowiedzi na pytania: jak stworzyć szczęśliwe państwo; co zrobić, żeby wszystkim ludziom było dobrze; czy rządzenie jest łatwe. W pięknej scenerii muzeum odkrywali, działali, doświadczali i zgodnie współpracowali.

Zielono i super aktywnie

W dniach 4-7 czerwca, wraz z ekipą Superaktywnych, młodsze klasy uczyły się i bawiły na zielonej szkole na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. O tym, że nikt się tam nie nudził, nie musimy chyba pisać, bo to już oczywista oczywistość!:)

Każdy dzień wypełniony był wrażeniami: wspinaczką, grą w kręgle i tenisa, zabawami integracyjnymi, wyprawami na skałki, zwiedzaniem Zamku w Ogrodzieńcu, ogniskiem, dyskoteką. Atrakcji było tyle, że nie sposób wymienić ich wszystkich.

 

 

Najważniejsze jednak, że wszyscy, ale to dosłownie wszyscy okazali się samodzielni i zaradni, i pomimo kilku interwencji medycznych wrócili cali i zdrowi (a panie nauczycielki zdobyły sprawność „Samarytanki”;) Jesteśmy więc dumni i z małych, i z dużych!

Trzeba przyznać, że ciężki rok pracy i nauki zakończyliśmy w popisowym stylu:)

Jurajska zerówka

W pierwszym tygodniu czerwca nasza zerówka wyruszyła tropami dinozaurów do Kołacinka. Zmieniliśmy się w młodych paleontologów – byliśmy w paszczy tyranozaura, odkopaliśmy szkielet dinozaura, znaleźliśmy złoto i na własne oczy widzieliśmy sceny z życia tych wielkich przedpotopowych stworzeń. A ponieważ panował tropikalny upał, na zakończenie wycieczki urządziliśmy sobie szaloną kąpiel pod kurtynami wodnymi!

Lód w sierpniu i pół tysiąca służących

W poniedziałek 3 czerwca klasa 7 z paniami Ewą Sawicką i Ewą Wodecką odwiedziła Muzeum w Nieborowie. Wzięliśmy udział w zajęciach pt. „Majątek ziemski – rodzinne przedsiębiorstwo wielobranżowe”. Wędrując po terenie parku i folwarku, dowiedzieliśmy się, skąd książę pan czerpał ogromne zyski, poznaliśmy sposoby zarządzania majątkiem ziemskim, zobaczyliśmy różne budynki gospodarcze i poznaliśmy ich przeznaczenie. Dowiedzieliśmy się, ile osób służyło w nieborowskim pałacu Radziwiłłów w XVIII wieku (500 służby pałacowej na… ośmioosobową rodzinę), a także czym zajmował się np. rymarz, stelmach lub kawiarka. Podziwialiśmy rosnące w Starej Oranżerii cytrusy, oglądaliśmy najstarszy w Polsce platan, miłorząb japoński i kwitnący tulipanowiec, wdychaliśmy słodki zapach rosnącego opodal rzepaku. Poznaliśmy odpowiedzi na pytania (których sobie wcześniej nie zadawaliśmy;) m.in.: skąd brano w XIX wieku lód w sierpniu; jak rosną ananasy i dlaczego kuchnia jest oddalona od pałacu.

Po zajęciach obejrzeliśmy wystawę „Moda nieborowskich dam”, na której można było podziwiać suknie i dodatki odnalezione w pałacowych zbiorach. Często zestawione z fotografią księżnej lub księżniczki, która w tym stroju występowała.

Wizytę w Nieborowie zakończyliśmy w „Miejscówce”, czyli wybranej przez młodzież restauracji:)

W telegraficznym skrócie

1 z 10 i na 5

Sprawdzian to nie zawsze znaczy to samo! Tym razem (9 kwietnia) wiedza historyczna klasy 7 była sprawdzana w sposób nietypowy – w formie teleturnieju edukacyjnego 1 z 10. W roli Tadeusza Sznuka wystąpiła Weronika (była świetna!:), a w roli rywalizujących ze sobą uczestników programu –  pozostali uczniowie. Wszyscy tak dobrze odpowiadali na pytania, że realizatorom teleturnieju nie pozostało nic innego, jak zaliczyć im sprawdzian na oceny pozytywne:)

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Przez trudy do gwiazd (albo w okolice ogrodzenia)

Klasa 7 otrzymała do wykonania projekt z fizyki zatytułowany „Latająca rakieta”. Uczniowie zostali podzieleni na kilkuosobowe grupy i musieli stworzyć – jak nietrudno się domyślić – rakietę, która poleci. We wtorek 14 maja odbyła się prezentacja.

PS. Niektóre modele okazały się nielotami, ale liczy się przecież już sama praca zespołowa i pomysłowość!:)

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Biolog na miejscu zbrodni

We wtorek 21 maja uczniowie klasy 7 podczas zajęć w laboratorium biologicznym Centrum Nauki Kopernik wcielili się w detektywów, którzy otrzymali odpowiedzialne zadanie rozwikłania zagadki kryminalnej. Żeby to zrobić, musieli przeanalizować szereg biologicznych śladów zabezpieczonych na hipotetycznym miejscu zbrodni. Przestudiowali zresztą nie tyko ślady krwi, DNA czy roślin. Poznali także tajniki pracy entomologów sądowych, którzy poszukując informacji o miejscu i czasie morderstwa, badają znalezione przy zwłokach owady i odciski palców…

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Oświeceni

W środę 29 maja klasa 6 wybrała się na warsztaty fizyczne zatytułowane „Ciemno – Widno”, które odbywały się na Politechnice Warszawskiej. Uczniowie poznali dzięki nim różne zjawiska fizyczne, które powstają przy zastosowaniu światła.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Zawsze gościnny Kazimierz

Od poniedziałku nasi szóstoklasiści uczą się, bawią, integrują i odpoczywają na Zielonej Szkole w Zagajdziu w okolicach Kazimierza Dolnego. Co już za nami? Z kronikarską skrupulatnością, w punktach, relacjonujemy:

Poniedziałek

Podróż busem z Warszawy do Puław, a następnie rowerami z Puław do Zagajdzia. 25 km trochę w słońcu, trochę w cieniu, szosą, ścieżką, a nawet… miedzą. Pięknie, bo wzdłuż Wisły. Słońce nas przypiekało, nogi bolały, ale punkt docelowy – uroczy dom w Zagajdziu i smakowity swojski obiad przygotowany przez Ciotkę Gośkę wynagrodziły trudy podróży.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Wierzcie lub nie, ale starczyło nam jeszcze sił, by po południu pouczyć się angielskiego i wypróbować sportowe atrakcje dostępne na miejscu. Kolację przygotowaliśmy własnoręcznie – trudno wyobrazić sobie lepszą! Naleśniczki autorstwa chłopaków były po prostu palce lizać. Przed snem zdążyliśmy jeszcze obejrzeć film „Klasa pana Tourette’a”, „zadany” przez panią Weronikę – pogodny, wzruszający i mądry (polecamy wszystkim!).

Wtorek 

Rano odbyły się warsztaty z panią Weroniką i dzieliliśmy się refleksjami filmowymi. Potem były zadania w grupach, taśmy na boisku i balony wokół nóg. Wyglądało to wszystko bardzo sportowo, a w rzeczywistości było przede wszystkim relacyjnie i refleksyjne.

Potem nasz gospodarz zabrał nas „na doły” – tak ludzie nazywają tu pobliski rezerwat przyrody Ośmiornica. Były nie tylko doły, ale i strumyki, skarpy, opowieści o mieszkańcach wsi ukrywających ludność żydowską dokładnie w miejscu, w którym składowaliśmy rowery. Ubłoceni, zmęczeni (ale na szczęście wolni od kleszczy) wróciliśmy na obiad, by kontynuować poranne zajęcia.

Po obiedzie mieliśmy rozśpiewany angielski, potem kolację i ognisko z panem Jackiem. Były śpiewy przy gitarze i zabawy w rozszyfrowywanie kodów. Biesiadowaliśmy dopóki dało się odpierać ataki komarów… A przed pójściem spać zaplanowaliśmy jeszcze śniadaniowe zakupy na następny dzień.

Środa

Rano grupa ochotników zrobiła sobie wycieczkę rowerową z panią Lucynką. Wreszcie można było się rozpędzić! Warunki ku temu sprzyjały ze wszech miar: mocna, mniej liczna grupa, piękne tereny z dala od ruchu drogowego, pagórki, rześkie powietrze, lekki poranny wietrzyk – krótko mówiąc: niech żyje młodość!

Po śniadaniu i odpoczynku, już całą grupą, przejechaliśmy rowerami ok. 10 km do Kazimierza. Wstąpiliśmy na Zamek, wzięliśmy udział w warsztatach herbacianych, posłuchaliśmy opowieści pani Lucynki, a potem mieliśmy czas wolny. Na co można go przeznaczyć w Kazimierzu? Wiadomo, na kupowanie lodów, maślanych kogutów i diabełków-kapiszonów. Wiemy z zaufanych źródeł, że nasi rodzice w naszym wieku robili dokładnie to samo;)

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Do domu wracaliśmy z przygodami. Ale to już zupełnie inna historia, którą może kiedyś się podzielimy. Powiemy tylko, że wystąpiły w niej drapieżne krzaki róż, pojawiła się konieczność przenoszenia rowerów, rozładowały się telefony… Konkluzja jest jednak taka, że potrafimy sobie poradzić w terenie bez mapy i elektroniki.

Po spóźnionym obiedzie odbyły się jeszcze warsztaty z angielskiego, zabawy sportowe i ognisko.

Czwartek

Dzień zaczął się znowu od rowerowej przejażdżki. Tym razem najwytrwalsza trójka z panią Lucynką na czele (która czasami oddawała pozycję lidera rozpędzonego peletonu:). Po powrocie kolarzy zjedliśmy wspólne śniadanie i ruszyliśmy znowu do Kazimierza. Tym razem było przyrodniczo – plan na ten dzień zakładał pieszą wędrówkę wąwozami wokół Kazimierza.

Wędrówka była super, ale i wracać było po co, bo Ciocia Gosia wypatrywała nas z niecierpliwością przez kuchenne okno, a w domu unosił się już zapach drożdżowego ciasta ze śliwkami i czekała pyszna zupa z dyni z ziołowymi grzankami:)

Czwartek zakończył się bitwą… Nie, nie, spokojnie, nic się nikomu nie stało: bitwa była wodna i dla zabawy:) Potem zjedliśmy pożegnalną kolację w stylu restauracyjnym przygotowaną przez dziewczyny. Były przystawki (chleb z dżemem ozdobiony gałązką lawendy, listkiem mięty i poziomkami z ogródka), danie główne (makaron z obiadu z musem truskawkowym), płatki z mlekiem (także ozdobione miętą) oraz deser – beza przygotowana na zajęciach kulinarnych (po angielsku:).

Ostatni wspólny wieczór spędziliśmy śpiewając i tańcząc.

A na taki już zupełny koniec, w piątkowy poranek zrobiliśmy sobie jeszcze wycieczkę rowerową (z górki i, uff, pod górkę), zachwyciliśmy się polem maków i pomoczyliśmy nogi w rzeczce.

Do Warszawy wróciliśmy busem:)

Między nami Indianami

W tym roku Święto Rodziny przebiegało w niezwykle kolorowej formule. Nasz przyszkolny lasek oraz szkolne boisko zostały zamienione w „Indiańską Wioskę”, w której rozstawiliśmy prawdziwe indiańskie tipi. Jednakże prawdziwie gwarno i kolorowo zaczęło się robić wraz z pojawieniem się indiańskich wodzów, całych rodzinnych plemion oraz małych Indian i Indianek. Dzieci, rodzice i nauczyciele przybyli w pięknych, kolorowych strojach oraz imponujących pióropuszach.

Nasze świętowanie rozpoczęliśmy od indiańskiego przywitania oraz od występu dzieci, które regularnie uczęszczają na kółko języka angielskiego „English Club”.

Po występie, konferansjerki – panie Martyna i Kasia – zaprosiły wszystkich do wylosowania swoich indiańskich imion. I tak pojawiły się wśród nas: Groźna Antylopa, Wschodzące Słońce, Sprytna Osa, Waleczny Byk, Ponury Bizon i wiele, wiele innych. Następnie kolejne indiańskie plemiona wyruszyły na zdobienie swojego tipi. To był dopiero początek zabawy, gdyż „punktowi” z niecierpliwością wypatrywali śmiałków, którzy jako pierwsi przeprawią się przez rzekę, upolują z łuku bizona, wezmą udział w wyścigu jaszczurek, odtańczą indiański taniec, zagrają na bębnach i wrzucą ringo na bizonie rogi. Trzeba przyznać, że wszyscy wykazali się godną pozazdroszczenia zwinnością i sprytem podczas zabaw sprawnościowych!

Gdy na naszej boiskowej prerii trwały w najlepsze indiańskie zmagania, nieco na uboczu, w przyległej wiosce, w chłodzie i półcieniu, kilka Indianek z wielkim zaangażowaniem i bez pośpiechu wyplatało wspaniałe indiańskie ozdoby. Chętnych do tej arcyprecyzyjnej pracy było co niemiara! A że takie wyplatanie jest zajęciem niezwykle relaksującym, nawet ci, którzy na co dzień nie mogą dogonić własnych myśli, przysiadali na drewnianej ławeczce i w spokoju, cierpliwie przeplatali kolorowe sznureczki.

Wszystkie Indianki i Indianie za zdobycie każdej sprawności otrzymywali jedno piórko, by później wymienić je na prawdziwy, srebrny amulet i zostać oficjalnie przyjętymi do plemienia Srebrnych Piór.

To było prawdziwie radosne i rodzinne świętowanie! Dziękujemy wszystkim za przybycie, wspólną zabawę, piękne, kolorowe stroje i przygotowanie suto zastawionych stołów!

A dla sprawczyń tego „indiańskiego zamieszania”, pań Kasi, Asi i Agnieszki, wielkie brawa i gromkie dziękujemy!

Więcej zdjęć z „Indiańskiej Wioski” można wytropić TUTAJ🙂

Kap, kap, kap…

We wtorek 21 maja my, trzecioklasiści wybraliśmy się na zupełnie wyjątkową wycieczkę. Co w niej było wyjątkowego? To, że byliśmy w najprawdziwszej auli wykładowej jednej z warszawskich wyższych uczelni – Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej!

Jako że przez kilka miesięcy realizowaliśmy projekt „Matematyka z klasą”, mogliśmy teraz uczestniczyć w wykładzie kończącym wszystkie projekty. O tym „Jak wyglądałoby życie na Ziemi bez wody?” opowiadał dr Takeo Ishikawa. W niezwykle przystępny sposób tłumaczył nam, co to takiego polarność wody, dyfuzja, dializa, napięcie powierzchniowe i siły kapilarne.

Przebieg prowadzonych doświadczeń obserwowaliśmy dzięki specjalnej kamerze. Zachwyceni siłami kapilarnymi stwierdziliśmy, że musimy to wszystko jeszcze raz sprawdzić w klasie! Damy znać, jak nam popłynęło, ekhm, to znaczy – poszło:)

Kolorowy i owocowy

Za nami ostatni już w tym roku szkolnym Tydzień Paszportowy klas młodszych. Dla trzecioklasistów – nawet ostatni w ich karierze edukacyjnej, nic więc dziwnego, że musiał być wyjątkowy!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Jak zwykle, uczniowie mierzyli się ze sprawdzianami kompetencji oraz twórczo pracowali z lekturami. Twórcze były również zajęcia z edukatorką Sztuczek ze Sztuką, podczas których zapoznawaliśmy się z dziełami wybitnych malarzy, aby potem stworzyć oryginalne dzieła (warto rozglądać się po szkole:)

Tydzień Paszportowy zakończył się prezentacją sprawności. Wąskie grono recytatorskie zaprezentowało wiosenne wiersze pełne kwiatów, ptaków oraz… trampek. Z dużym zainteresowaniem spotkała się sprawność kulinarna – „Witaminowy piknik”. Osoby zdobywające tę sprawność musiały zmierzyć się z wymagającym uczniowskim jury i przedstawić swoje owocowo-warzywne dania. Na koniec odbyła się wielka konsumpcja.

Było pysznie, pachnąco i bajecznie kolorowo!:)