Zielony daszek i cała reszta

Na początku były aż trzy budynki

Ten z zielonym dachem, w którym dzisiaj mamy stołówkę i świetlicę, gościł na samym początku naszych pierwszych uczniów z klas 0-3. Na górze odbywały się lekcje, był też gabinet dyrektora i duża łazienka.

Drugi, przypominający raczej budynek gospodarczy niż szkołę, stał w miejscu, w którym dzisiaj stoi kontener. Został zaadaptowany do użytku w czwartym roku istnienia szkoły. Uczyły się w nim klasy 4-6. Była w nim na dole sala „od boiska” i „od pola”, która powstała z dotychczasowego garażu, oraz półotwarta przestrzeń od strony obecnego parkingu, w której odbywały się zajęcia plastyczne z panią Martą i pracowali terapeuci pedagogiczni. Znalazło się też miejsce dla pokoju nauczycielskiego. Nie było w nim ani komputera, ani ksero, ale od czasu do czasu zaglądała do niego nasza Mysz Polna. Bywało, że z koleżankami… Na piętrze tego budynku mieściła się sala informatyczna i sala lekcyjna, w której odbywały się lekcje języka angielskiego. 

Trzeci budynek zaczął wyrastać na fundamentach domu ówczesnego właściciela terenu i mieścił gimnazjum. Z czasem został rozbudowany do obecnej postaci, czyli szkoły, jaką wszyscy znamy.

Szkoła we wspomnieniach nauczycieli

Ewa Wodecka: Na górze w małej sali (przypis: drugiego budynku) na początku była moja klasa 6 – pierwszy rocznik absolwentów, w tej większej klasa Małgosi Garbarczyk – piąta, a na dole klasa Reni Dobrowolskiej – czwarta.

Michał Wodecki: Wejście do budynku, gdzie było gimnazjum było od strony lasku, po schodkach, przez drzwi balkonowe. Była jedna sala lekcyjna, sala relaksu, łazienki i pokój nauczycielski (tam gdzie teraz jest szatnia).

Renata Dobrowolska: Moje wspomnienie – pamiętam wielką przeprowadzkę. Było to przed feriami. Dzieci i my nosiliśmy różne rzeczy do nowego budynku, tego na bazie domu gospodarza (czyli zaczątku naszego obecnego budynku głównego). A potem, jak wróciliśmy po feriach, tego starego budynku już nie było. Pamiętam z niego: podłogę w przedsionku w kolorze dyniowym, granatową glazurę w łazience, pokój nauczycielski z takim wciągającym ksero (ile razy poparzyłam sobie palce o wałek, wyciągając kartki!). No i w tym pokoju była sławna Mysz. Rano, jak się wchodziło, często Bartek grał na gitarze. Tam był taki miły i spokojny rozruch.

Agata Węglińska-Szulc: A ja pamiętam, że na pięterku (przypis: w drugim budynku) moja klasa urządzała Londyn. Namalowali na ścianach Tower Bridge, Big Ben i London Eye i było sporo gadżetów brytyjskich, które Marta robiła z dziećmi, a pani Joasia Jasińska przywoziła z Londynu. Jak burzono ten budynek, pamiętam, że patrzyłam na jego ruiny z okna obecnej klasy 2 – nie było już dachu, więc widać było resztki Tower Bridge, Big Ben i London Eye – wyglądało to obłędnie.

Marta Goszcz: Tamten pokój nauczycielski nie był za duży. Nad szafami i biurkiem były przykręcone półki na moje pudełka itp. Kiedyś robiliśmy makiety siedzib ludzkich z klasą 6. Obowiązkowo musiało tam być jezioro lub rzeczka. Wodę imitował klej uniwersalny, taki przezroczysty (teoretycznie klej również do styropianu). Okazało się kiedyś, że ten wspaniały klej rozpuszcza styropian. Makiety stały na półkach nad biurkami nauczycieli. Rano kiedy przyszłam do pracy, okazało się, że na biurka ściekają piękne klejowe włosy. Taki mgiełkowy wodospad kleju. Wyglądało to pięknie (według mnie), gorzej było ze sprzątaniem…

Danuta Jakubowska: W ówczesnym głównym budynku (z zielonym dachem) była świetlica. Świetlicowe poranki kojarzą mi się z Bartkiem Pietrzakiem (przypis: czyli Panem B., jak mówili na niego uczniowie, naszym wieloletnim nauczycielem muzyki i wychowawcą świetlicy), który puszczał piosenki Michaela Jacksona (był jego wielkim fanem). Teraz ilekroć słyszę Jacksona, to przypomina mi się Bartek.